czyli wszystko to, co wyszło spod mojej igły
czwartek, 17 lipca 2014
Cienka zakładkowa kiecka

Czyli coś lekkiego na lato. Spódniczka ze skośnymi zakładkami i podwyższonym panelem w talii. Zakładki nie wyszły dokładnie tak, jak chciałam, ale całość jest generalnie w miarę OK - w gorące dni daje radę;)

A w ramach bonusu Piotruś, który dzielnie pozował z mamą :) Dziś skończył 9 m-cy. Rety, jak ten czas szybko leci! :)))

Fot. by Dominika Pałęcka - dzięki! :)

wtorek, 04 marca 2014
Fotoszopowa spódnica

Mój pociążowy brzuch można opisać używając różnych przymiotników, ale na pewno nie zaliczają się do nich: płaski i jędrny. Implikuje to pewne komplikacje przy doborze spodni, czy spódnic - albo muszę wybrać coś wybitnie niskiego lub odwrotnie - wysokiego, aż do talii. W przeciwnym razie muszę się liczyć z efektem tzw. muffinki (pozdrawiam Cię Kasiu, określenie jest boskie :)))

Postanowiłam uszyć sobie spódnicę, której jednym z głównych zadań miało być zamaskowanie pociążowego aliena. Spódnica sięga aż do talii, karczek usztywniłam bardzo grubą flizeliną, żeby nie odkształcał się pod naciskiem oponki. I daje radę, co mnie bardzo cieszy :D Efekt spłaszczenia ładnie widać na ostatnim zdjęciu. Spódnica ma kieszonki ukryte w marszczeniach (lubię ten motyw, a co ;)), zaś same marszczenia mają podkreślić biodra i przez to optycznie odchudzić brzuch.

Wykrój własnej roboty. Jak ktoś chce, to mogę się podzielić ;) Spódnica konstruowana jest na wymiary 72 talia, 98 biodra.

Jestem zadowolona z tej kiecki i z efektu spłaszczenia brzucha, który ona zapewnia :)

piątek, 03 maja 2013
Maxi na lato

Uszyłam sobie drugą kieckę na lato - tym razem jestem zadowolona z efektu. Materiał lekki, przezroczysty i przewiewny, od góry podwójna warstwa, żeby 4 litery nie przebijały;) Długość maxi, wzór lekko szalony. W talii szeroka guma. Spódnica kończy się pod brzuchem, nic nie ciśnie i wydaje się całkiem rozwojowa;) Długość stosowna do japonek i innych płaskich butów.

Na taką kieckę idzie sporo materiału, w sumie poszło chyba ok 2-3m, nie mierzyłam dokładnie, po prostu wykorzystałam kupon, który miałam w szafie. Co ciekawe, przez to, że  w kilku miejscach materiał ma błędy (brak koloru) zapłaciłam za niego śmiesznie mało. Nie pamiętam już dokładnie ile - w końcu było to ponad 2 lata temu, ale majaczy mi <10zł. I drugi bajer - czas krojenia i szycia - niecała godzinka :) Sama siebie pytam, dlaczego czekałam z tą spódnicą tak długo? Sama nie wiem, jakoś nie potrafiłam się dotychczas zmobilizować;)

Jestem bardzo zadowolona i nie mogę się doczekać, kiedy ją założę - niech no tylko zrobi się trochę cieplej :)

Na potrzeby zdjęciowe dobrałam domowe papcie i czarne skarpetki :P Ten detal umknął mi podczas robienia zdjęć, trudno, będzie mało stylowo;)

czwartek, 02 maja 2013
Spódnicowa tragedia

Chciałoby się rzec - a miało być tak pięknie;) Spódnicę konstruowałam na bazie tej książki. Bardzo mnie zaintrygowała wielkość dodatku na obwodzie bioder i talii, ale pomyślałam, że pewnie przytyję, więc taka przyszłościowa kiecka ma sens. Jak się okazało, chyba źle myślałam:P Z resztą powinnam była sugerować się dotychczasowymi zmianami - w biuście i talii +10cm, a biodra bez zmian. No trudno. Spódnica wisi, w talii też jest za szeroka, a dzianina dodatkowo się rozciąga, więc cała kiecka leci. Góra spódnicy powinna być w talii, a na zdjęciach pięknie widać, że tak nie jest... No i biodra spódnicy zdecydowanie nie pokrywają się z moimi biodrami;) Efekt uboczny - długość. Miała być krótsza, a wyszła przez to zsuwanie do kolan.

Przez to, że jest za duża (albo przez to, że brzuch już całkiem sporo odstaje mi od ud), nie układa się tak, jak powinna. Tworzy się brzydki worek, a miały być takie skośne zakładki. Myślę jeszcze nad zaprasowaniem i podszyciem częściowym tych zakładek, może to coś pomoże. Zobaczymy;) Z tyłu kontrafałda, żeby wygodniej się chodziło. To przynajmniej mi wyszło:P

Na razie tylko jedna spódnica - wczorajszy dzień spędziliśmy u moich rodziców, więc nie miałam czasu na uszycie drugiej kiecki:)

Dobra, pora na zdjęcia - jak macie słabą psychikę, to lepiej sobie odpuśćcie oglądanie;P

niedziela, 06 marca 2011
Recycling ;)

Nienawidzę przeróbek. Nie trawię, nie cierpię, robi mi się słabo na samą myśl o przerbianiu gotowego ciucha. Są jednak sytuacje, w których po prostu MUSZĘ. Tak też było z tą sukienką. Kupiłam ją baaardzo dawno temu. Miała ona linię A, wiązana była na szyi. Zrobiona była z przepięknego jedwabiu, który sprawił, że musiałam tę sukienkę kupić mimo, iż nie leżała idealnie ;) Mijały kolejne miesiące, a wraz z nimi rosło moje niezadowolenie z tego, jak rzeczona sukienka leży w biuście - była za mała, więc się podnosiła. Pod pachami tworzyły się nieestetyczne namiociki, które bardzo, ale to bardzo mocno mnie irytowały;) Próbowałam coś z nimi robić, lekko modyfikować dekolt, ale nic nie dawało zadowalającego rezulatu. Postanowiłam z sukienki zrobić spódniczkę, latem kupiłam nawet zamek;) Ponieważ szalenie nie znoszę przeróbek, to ponad pół roku zajęło mi zebranie się w sobie i uszycie tej oto spódniczki:

Zalety:

  • ładny materiał. Przepiękny! :)
  • spódniczka - jak to spódniczka, jest wygodna:P

Wady:

  • niestety wyszła trochę za szeroka w pasie. Ale nia mam najmniejszej ochoty znowu jej przerabiać;)

Szycie:

  • szyje się wyjątkowo upierdliwie, jak wszystko, co się przerabia;)
  • stanowczo za dużo prucia. Nie cierpię prucia!
  • znalezienie nitki prostej wymaga wytężenia wzroku;)
  • pierwszy raz wypróbowałam moją nową stopkę do wszywania zamków krytych - poprzednio miałam plastikową, teraz mam metalową - jest świetna:)

 

 
1 , 2 , 3


Moja tabela rozmiarów dla tkanin
Moja tabela rozmiarów dla dzianin
Napisz do mnie


Zapraszam do naszego sklepu www.urkye.pl
oraz na bloga sklepowego


Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć lub tekstów oraz powielanie moich autorskich projektów.
Akceptuję linkowanie do zdjęć i notek pod warunkiem wskazania źródła, czyli tego bloga.