czyli wszystko to, co wyszło spod mojej igły
środa, 29 września 2010
Kuchenne rewolucje

Kiedy po raz kolejny pobrudziłam sobie bluzkę mąką postanowiłam coś z tym fantem zrobić. Kupienie fartuszka oczywiście nie wchodziło w grę, no bo jak to tak? Sama sobie uszyję, a co:) Zakupiłam kawałeczek materiału, wyciągnęłam konstrukcję bluzki, trochę poprzerabiałam i powstał wykrój na pro-biuściasty fartuszek:)

Zalety:

  • mam fartuszek z miejscem na biust! :D Zazwyczaj fartuchy są obrzydliwymi, aseksualnymi i bezkształtnymi worami na pyry, mój taki nie jest:D
  • odpowiednia szerokość w części najbardziej narażonej na ubrudzenie;)
  • bluzki uratowane. Nigdy więcej surowego mięsa ani mąki na czarnych ciuchach;P

Wady:

  • hmm.. Po co kupiłam aż tyle materiału? Zużyłam jedynie 1/3 ;)
  • pierwotnie góra lekko odstawała - zapomniałam, że wiązanie na szyi będzie dawało taki efekt. Na szczęście udało się to łatwo naprawić - zrobiłam małe szczypanki na wysokości taśm i jest OK:)

Konstrukcja:

  • na podstawie wykroju bluzki - wzięłam przód i przemodelowałam. Pojawiło się cięcie pioniowe oraz odcięcie w talii
  • wiązanie na kokardę w talii i na szyi

Szycie:

  • ekspresowe;)
piątek, 24 września 2010
Szalone portki

Spódnica? Czy może...

Spodnie? :D

Z tyłu kieszonki pod karczkiem...

a z przodu wygodne zapięcie na guziki:)

Pewnego dnia poczułam gigantyczną potrzebę uszycia sobie spódnico-spodni. Twór taki posiadałam we wczesnym dzieciństwie, więc kojarzył mi się całkiem miło:) Chwyciłam więc w dłoń podręcznik od konstrukcji, przygotowałam wykrój na spódnicę, następnie przerobiłam na spódnico-spodnie, wymodelowałam tak, jak chciałam i zabrałam się do wyboru materiału. Zostało mi trochę psychodelicznej bawełny - "OK, efekt będzie szalony, może być ciekawie" pomyślałam sobie i wykroiłam co trzeba. Usiadłam przy maszynie, uszyłam. Założyłam i... nie mogłam powstrzymać śmiechu:P Mąż też:P Spodziewałam się, że efekt będzie szalony, ale nie, że AŻ TAK! Spódnico-spodnie są z tych "nie-przejdziesz-niezauważona" ;P

Zalety:

  • bardzo wygodne, łączą w sobie obszerność spódnicy i praktyczność spodni
  • idealne na rower, kiedy nie można założyć stroju sportowego (czyt. spodenki z pieluchą i sportowy T-shirt;), bo trzeba wyglądać w miarę normalnie
  • lubię zapięcie na guziki:)
  • mam też pojemne kieszonki z patkami na pośladkach, które optycznie uwypuklają mój płaski tyłek;)
  • zapięcie w talii - jest więc ciepłko w nerki
  • nigdy nie miałam tak idealnie leżących spodni:D Te kupne zazwyczaj trochę są za wąskie w biodrach, a te? Cud miód i orzeszki:)

Wady:

  • na pewno nie jest to ciuch z serii maskującej;P
  • zastanawiam się, czy inna długość nie byłaby lepsza... Hmm... Myślę też nad uszyciem wersji do kostek, marszczonych i zakończonych przy stopach wąskimi mankietami: coś w stylu allandynek;)

Konstrukcja:

  • przerobiony wykrój na spódnicę
  • karczek odcięty na wysokości kości miednicy, zapinany na guziki
  • dwie kieszonki z patkami z tyłu, wchodzące w karczek

Szycie:

  • bezproblemowe:)

Ps. Co za beznadziejne kolory na tych zdjęciach:P Niestety, mój szalony aparat samodzielnie interpretuje kolory w dość szalony sposób;) Te ściany są w kolorze kawy z mlekiem, a nie brązowo-różowo-sraczkowate;P Eh, brakuje mi mojej zielonej ściany:) Tamten kolor przynajmniej zawsze dobrze się prezentował:P

piątek, 17 września 2010
Coś na moje wielkie, greckie wesele;)

Oto moja druga sukienka ślubna, szyta z myślą o weselu.  Do tańczenia długie sukienki są średnim pomysłem, dlatego też potanowiłam uszyć coś do kolan. Wybór padł na sukienkę z Burdy 6/2010, model 126. Wykonana z białego szyfonu satynowanego (chyba, coś w tym stylu;)), rozmiar 36 odpowiednio powiększony w biuście. Ma w sobie coś z antycznych sukien, może to te marszczenia? Nie wiem:)

Zdjęcia plenerowe autorstwa Adama Jastrzebowskiego:)

zalety:

  • pięknie się układa na ciele
  • niesamowicie plastyczna - genialnie wygląda w ruchu
  • bardzo wygodna:)

wady:

  • trochę za głębokie dekolty z przodu i tyłu - musiałam je skrócić ok. 4cm, żeby nie było widać stanika;)

szycie:

  • szyje się paskudnie, ale to problem natury materiałowej;P Tu się naciąga, tam faluje... Brrr...
  • dość czasochłonne, niestety. Trzeba bardzo dokładnie czytać instrukcję szycia, bo można się zdziwić;)
  • dużo szycia ręcznego, czego tygryski nie lubią w szczególności;)

Mimo ilości pracy (i nerwów), które trzeba włożyć w tę sukienkę, nie żałuję wyboru. Sukienka jest świetna, genialnie leży:) Usłyszałam mnóstwo komplementów, fajna sprawa:)

wtorek, 14 września 2010
Tryb chwalipięta ON:)

Chciałam się po prostu pochwalić i wytłumaczyć, dlaczego nie ma nic nowego na blogu;) Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na intensywnym zakuwaniu i klejeniu makiety. Wczoraj przeżyłam jeden z bardziej stresujących dni w moim życiu i zdobyłam oficjalnie trzy tytuły (takie 3in1;P): magister inżynier architekt:D Jestem szalenie szczęśliwa!!!

Przy okazji pochwalę się również moją pierwszą realizacją:) Pod Poznaniem, w gminie Swarzędz, stoją nowe wiaty autobusowe, które zaprojektowałam wraz z koleżanką. Dzisiaj pojechałam zobaczyć je osobiście, wyglądają świetnie! Jestem bardzo z nich duma:) Tak dumna, że aż nie mogę się powstrzymać i muszę, po prostu MUSZĘ, wrzucić zdjęcia:D

Tak wiata prezentuje się od środka:

A tak w pełnej krasie:)

Zdjęcia robione moim cudownym, obrzydliwie amatorskim aparatem, więc ich jakość pomińmy milczeniem;)

 

sobota, 04 września 2010
Poznajcie Edwarda;)

Ignasiek ma już roczek! Z tej okazji dostał od całej rodziny praktyczny prezent;) Stwierdziłam jednak, że tak głupio nic mu nie dać do zabawy i w mojej głowie pojawił się szalony plan uszycia jakiejś przytulanki:) Doświadczenie mam w tej kategorii zerowe, więc wszystko robiłam na czuja. Piertwotnie planowałam uszyć kota, później węża, a skończyło się na jaszczurce:) Wykonana jest z resztek materiałów - od żakietów i innych takich:) Wnętrze również wypełnione resztkami, więc zabawka jest z tych bardzo ekonomicznych;P

Projekt własny - tak jak mi się narysowało i wycięło, tak jest:) Edward ma na brzuszku wyszyte imię właściciela, zaś na grzbiecie ma ozdobny szlaczek. Jest miękki i można go dowolnie zginać. Świetnie sprawdza się również w roli gilgacza - młody szalał ze śmiechu, jak go gilgałam Edwardowym językiem;)) Zabawka została zaakceptowana przez nowego właściciela - ściślej mówiąc, została "zjedzona":P

 

Ps. Mąż szalenie szczęśliwy, że może pozować z Edwardem, czyż nie? :D

 










Moja rozmiarówka
Napisz do mnie


Zapraszam do sklepu z ubraniami probiuściastymi www.urkye.pl

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć lub tekstów oraz powielanie moich autorskich projektów.
Akceptuję linkowanie do zdjęć i notek pod warunkiem wskazania źródła, czyli tego bloga.