czyli wszystko to, co wyszło spod mojej igły
niedziela, 30 czerwca 2013
Maxi dla brzuchatych

Pora powrzucać trochę zaległości szyciowych :)

Na pierwszy rzut idzie sukienka maxi - nigdy nie byłam fanką maxi krojów, wydaje mi się, że jestem do nich po prostu za niska. Do tego aktualny duży biust i spory już brzuch potęgują wrażenie wielorybowatości. No i w krojach maxi ukrywam nogi - a nieskromnie mówiąc to chyba mój najzgrabniejszy obszar ciała na dzień dzisiejszy ;) Naoglądałam się jednak sporo zdjęć ciężarówek w sukienkach maxi i postanowiłam spróbować, jak będę wyglądać w czymś dłuższym, niż do kolan.

Góra jest uszyta wg dość ciekawej konstrukcji, z której jestem zadowolona (kombinowałam jak tu uzyskać efekt z małą ilością cięć i się udało:))), ale konieczne były drobne poprawki - wersja beta, pomarańczowa (więc detale kroju będą o niebo lepiej widoczne) będzie na blogu niebawem.

Dół uszyty z jednego kawałka dzianiny, przymarszczonego na środku brzucha - fajnie to wygląda. Z boku zostawiłam spore rozcięcie, podoba mi się :)

Długość - niby mogłaby być dłuższa, ale w takiej nie ryzykuję nadepnięcia na kieckę i w efekcie widowiskowego upadku. Ostatnio robię się niezdarna;) więc wolę minimalizować ryzyko glebowej wpadki;)

Generalnie sukienka mi się podoba, góra wyszła ciut za mocno wydekoltowana, ale oprócz tego jest imho OK. Krój luźny, w wersji maxi chyba dodaje mi optycznie brzucha. A może on po prostu znowu urósł? Nie mam pojęcia, ostatnio odnoszę wrażenie, że z każdym tygodniem rośnie jak na drożdżach;) Aż się boję, co to będzie za dwa miesiące ;)

poniedziałek, 24 czerwca 2013
Sukienka na upały - mega express

Upały nie dają mi żyć. Masakra. Po prostu cała się gotuję i piję hektolitry wody. Aaaaa! Na upały najlepsze są sukienki - zwiewne i przewygodne - nic nie ciśnie w brzuch i o to chodzi. Na razie genialnie sobie radzi sukienka, którą mam już od dawna:

Ale jedna sukienka to jednak trochę za mało;) Druga - w kocie łapki - aktualnie jest poza moim domem, więc na szybko postanowiłam sobie zorganizować kolejną sukienkę. Padło na bluzkę, która aktualnie nadaje się tylko do spodni. A w te upały długich spodni to nosić nie planuję, a krótkich nie posiadam i szyć raczej nie będę, bo nie lubię;) Doszyłam więc na szybko pas jasnej dzianiny na dole i gotowe :P

W planach mam jeszcze jedną sukienkę na lato - koniecznie krótką i wydekoltowaną (inaczej umieram z gorąca. Smaruję się filtrami z wysokimi faktorami, więc mam nadzieję, że słońce nie zrobi mi głupich żartów z przebarwieniami).

Kilka przemyśleń dot. fasonu - nigdy więcej krojów bez podkreślenia podbiuścia. Aktualnie to moje najwęższe miejsce i jeśli zakładam ciuch, który tego miejsca nie akcentuję, wyglądam automatycznie jak wielki kloc tudzież kuleczka - materiał idzie od biustu po brzuchu w dół. Na zdjęciach z boku starałam się pokazać za pomocą ręki, ile cm dodaje mi optycznie ten krój. Generalnie najlepiej się czuję w ubraniach obcisłych, przy ciele - wtedy wyglądam jakoś mniej klocowato. Takie luźne kroje mi totalnie nie leżą.

niedziela, 09 czerwca 2013
Szybka kiecka

Aktualnie odczuwam wielki niedobór ciuchów na część dolną;)), w których mogłabym chodzić. Dotychczas miałam aż jedne spodnie ciążowe i jedną długą spódnicę. I to by było na tyle z codzienniaków (nie liczę domowych spodni i sportowych spodenek, które sobie uszyłam jakiś czas temu - do sportu są OK, ale na wyjście się nie nadają;)))

Przyszły upały a wraz z nimi wielka potrzeba zorganizowania sobie czegoś krótszego. Czasu przed wyjściem do znajomych miałam mało, więc postanowiłam uszyć szybką kieckę;)

W szafie miałam jeszcze resztkę delikatnej tkaniny bawełnianej - idealna;) Stwierdziłam, że nie bawię się w żadne wykrawanie, po prostu "jakoś" sobie ułożę materiał. A kształt materiału był całkiem zabawny - jakieś 1,5m prostokąt, a potem fragment resztek po wycinaniu.

Materiał zostawiłam złożony na pół, obrzuciłam brzegi, zszyłam na wysokości końca prostokątnej części - "ogon" z resztek wywinęłam na drugą stronę. Następnie poszłam do lustra, ułożyłam spódnicę na takiej długości, jaką chciałam, przypięłam grubą gumę od środka i zrobiłam zakładki z wystającego "ogona". Sam "ogon" mogę sobie zostawić luzem, albo zrobić z niego supły (i tak teraz mam).

Na razie kiecka się sprawdza, jest przewiewna i przez brak pasa ciążowego nie grzeje mi dodatkowo brzucha (co mnie bardzo irytuje w większości ciuchów z pasami - jak w nich gorąco!).

Jej wielką zaletą jest również czasochłonność - zajęła mi jakieś 30 minut;)

Jedyne, z czego nie jestem zadowolona, to proporcje. Ale to generalnie tyczy się wszystkich dołów ciążowych - przez to, że muszą iść pod brzuchem, kreują nie najlepsze proporcje dla mojej sylwetki. Jednak połowa odległości między biodrami i talią w moim przypadku sprawdza się najlepiej. "Łonówki" niezbyt. Ale co zrobić, mój ulubiony spódnicowo-spodniowy stan jest aktualnie nieosiągalny;)

Teraz jakoś muszę się zmobilizować i uszyć sobie krótkie spodenki ;) Zważywszy na moją generalną niechęć do szycia spodni (bleeee, nie znoszę:((( ), ciekawe, ile czasu będę się zbierać ;)










Moja rozmiarówka
Napisz do mnie


Zapraszam do sklepu z ubraniami probiuściastymi www.urkye.pl

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć lub tekstów oraz powielanie moich autorskich projektów.
Akceptuję linkowanie do zdjęć i notek pod warunkiem wskazania źródła, czyli tego bloga.