czyli wszystko to, co wyszło spod mojej igły
niedziela, 29 stycznia 2012
Japońskie podejście do konstrukcji

Kupiłam sobie kolejną książkę do konstrukcji:) Książka jest obrzydliwie droga i obrzydliwie genialna:D W książce znajdują się dokładne instrukcje, jak krok po kroku wyczarować ubrania o niebanalnych detalach. I wcale nie o te detale tu chodzi (a są na prawdę niesamowite;))), ale o nowe podejście do konstrukcji. Bardzo kreatywne i nieograniczone. Super:)

W sumie jest to moja pierwsza nowa i współczesna książka w kolekcji... I na pewno nie ostatnia - planuję kupić kolejne 2 części, portfel trochę marudzi, ale musi to wytrzymać:)

środa, 25 stycznia 2012
Mała czarna z blaskiem

Czyli kolejna mała czarna:) Rozmiar 36ooo, konstrukcja własna. Uszyłam ją z satyny, dlatego się tak masakrycznie błyszczy:P Ogólnie jestem średnio zadowolona: krój mi nie do końca odpowiada, sukienka żyje własnym życiem (widać to trochę na ostatnim zdjęciu;)), a samo szycie było mało przyjemne. Niech żyje satyna :D

Zalety:

  • lubię kopertowy dekolt
  • można ją dowolnie ścisnąć pod biustem
  • nie opina brzucha, więc można normalnie jeść:)

Wady:

  • brzydko wyglądają szwy pionowe. Niestety moja maszyna wymięka przy szyciu satyny:/ Może trzeba było podwijać coverlockiem? Hmm..
  • nie jestem do końca przekonana do braku rękawków. Coś mi nie pasują proporcje - może małe motylki byłyby lepsze? A jeśli miałaby zostać wersja bez rękawów, to chyba powinnam je mocniej wyciąć
  • niestety kiecka zalicza się do tych niesfornych. Brak jakiegokolwiek mocowania na linii bioder owocuje radosnym rozjeżdżaniem się sukienki podczas tańca i podnoszenia nóg;) Na uda raczej nie narzekam, ale niekoniecznie chcę je pokazywać wszystkim obok :P Na razie więc sukienkę zostawiam na statyczne imprezki;)

Konstrukcja:

  • zaszewka gorsowa zamieniona na marszczenie pod biustem
  • krój kopertowy

Szycie:

  • o dziwo nawet nie tak męczące, jedynie podwijanie zapasów na zwykłej maszynie mnie irytowało - niestety szwy ciągną i nie mogłam tego w żaden sposób zniwelować:/

Ogólnie jestem względnie zadowolona z tej sukienki. Szyłam ją na początku listopada, a jakoś bardzo długo nie czułam mobilizacji, żeby w niej gdzieś wyjść i zrobić zdjęcia:P Wolę tę dzianinową;)))

czwartek, 19 stycznia 2012
Mała czarna po raz pierwszy

Nie miałam, ponoć podstawowej, małej czarnej;) Postanowiłam więc sobie jakąś uszyć. Miała być prosta, wygodna i pasująca na różne okazje. Zabrałam się więc do konstruowania i trochę przesadziłam;) Dekolt wyszedł gigantyczny, do pracy jej nie założę:P Po pierwszej przymiarce byłam załamana i odłożyłam wykończenie na "potem" ;) Ostatecznie okazało się, że pierwsze wrażenie było jak najbardziej błędne i sukienka jest świetna:) Uszyłam ją z trochę cieplejszej dzianiny, rozmiar 36oo/ooo, konstrukcja własna.

Zalety:

  • bardzo wygodna, jak druga skóra
  • ma śmieszne kieszonki w spódnicy;) Chciałam, żeby były wyżej, ale coś źle je narysowałam i są jakieś 5cm niżej, niż planowałam. 
  • niezły dekolt:P Na imprezy świetny;)
  • lubię rękawki bufki:)
  • lubię taką długość spódnicy, dobrze się w niej czuję

Wady:

  • jej wszechstronność skutecznie zabił dekolt;)
  • i to by było na tyle jeśli chodzi o wady:)

Konstrukcja:

  • zaszewka gorsowa zamieniona na cięcie francuskie
  • z tyłu również cięcie idące łukiem od podkroju pachy
  • okrągłe zejście cięć przodu i tyłu na linii boku
  • z przodu małe kieszonki; część zewnętrzna zmarszczona
  • rękawy - bufki

Szycie:

  • trochę się zakręciłam przy robieniu  kieszonek, bo ich spody wykroiłam z zapasem do środka, a nie na zewnątrz;) Musiałam więc pruć, kroić nowe i szyć po raz drugi.
  • a tak to samo szycie idzie błyskawicznie:)

I heard that every woman should have black dress... There wasn't any in my wardrobe, so I decided to sew one. Size 36oo/ooo, construction made by me.

I wanted to make it simple and versatile but with one funy detail - small pockets in front seam. Of course what I imagine was not excatly what I get;) The cleavage is too big, so I can't wear it to work and the pockets are too low. However, I still like this dress:) It's comfortable and nice to wear, I feel really good in it:)

poniedziałek, 16 stycznia 2012
Rozstania przyszedł czas...

Cóż... Zwlekałam bardzo długo z tym wpisem, ale dziś mogę już się z Wami podzielić pewną niemiłą sytuacją, która na szczęście ma happy end;) Pamiętacie może mojego Sylvka? Kupiłam go jakieś 1,5 miesiąca temu. Po pierwszym zachwycie przyszedł czas na dostrzeganie wad (jak to w każdym związku;)), ale mimo wszystko byłam zadowolona ze stosunku jakości do (bardzo przystępnej) ceny. Do czasu.

Po dwóch tygodniach szycia (wieczornego, mało intensywnego... Nic szczególnego nie szyłam w ciągu tych 2 tygodni) Sylvek odmówił posłuszeństwa. Nie mam pojęcia, co się stało. Po prostu się zablokował. Nie mogłam ruszyć kołem ręcznie, nogą nawet nie próbowałam, nie chciałam zrobić czegoś, co uniemożliwiłoby mi reklamację. Stało się to na początku szycia - zmieniłam nitki i chciałam zrobić początkowy łańcuszek - na serio ciężko tutaj coś popsuć. A jednak;) Koło się zablokowało, zrobiłam więc to, co mogłam sprawdzić z poziomu zwykłego użytkownika:

  • odblokowałam górny nóż (nic, dalej koło się nie rusza)
  • wyjęłam obie igły (może były zgięte? nic z tego, dalej nie rusza)
  • wkurzyłam się niemiłosiernie
  • spakowałam maszynę
  • pojechałam do sklepu zwrócić maszynę

Dwa tygodnie to trochę mało. Krótkodystansowy skubaniec;) Myślałam, że dłużej mi posłuży. Jechałam do sklepu z bardzo jasno wytyczonym celem: zwrot pieniędzy. Niestety to nie takie proste. Pan poinformował mnie, że niestety może tylko przyjąć maszynę do serwisu. Ew. zwrot pieniędzy musi zostać uzgodniony z działem reklamacji i pokierował mnie na infolinię. Zadzwoniłam i opisałam co się stało. Pani przyjęła reklamację i kazała czekać na telefon do 14 dni. Po kilku dniach zadzwonili, niestety jak nie mogłam odebrać, a numer zastrzeżony... Czekałam więc kolejne dni, przy okazji przypominałam na infolinii, że ciągle czekam;) Po 14 dniach zadzwonili. Bardzo uprzejmy Pan z przykrością stwierdził, że nic nie może zrobić, musi iść zgodnie z procedurą, czyli maszyna musi iść do serwisu. Tylko jeśli nie uda się jej naprawić, będę mogła prosić o zwrot pieniędzy. Lub jeśli znowu się popsuje.

Spakowałam więc maszynę i pojechałam znowu do sklepu. Pani powiedziała, ze w sumie lepiej, żebym sama zdzwoniła się z kurierem, będzie szybciej. Przez sklep niby jest żółwio wolno. Po 14 dniach czekania na telefon kolejne czekanie nie robiło mi większej różnicy, wybrałam więc jednak bezpieczniejszą opcję - przez sklep. Dostałam stosowną karteczkę i znowu miałam czekać na telefon.

Tydzień temu zadzwonili - maszyna jest do odbioru. Pojechaliśmy więc w sobotę. Pan nie chciał mi uwierzyć, że już maszyna wróciła;) Bardzo mnie intrygowało, co się w niej popsuło. Pan nie był w stanie powiedzieć co z nią zrobili, stwierdził, że może jest nowa. Patrzymy - faktycznie. Pojedyncze klejenie kartonu taśmą, a ja przecież w mojej miałam ją rozciętą;) Wygląda na nówkę sztukę. Przypomniałam sobie słowa Pana z infolinii i spytałam, czy w takim razie mogę prosić o zwrot pieniędzy. Niestety nie ma tak łatwo;) Bez błogosławieństwa osób "wyższych" pieniędzy nie dostanę. Zostałam więc poproszona o przyjście w poniedziałek - czyli dziś - a do tego czasu miało zostać wyjaśnione, czy mogą zwrócić mi pieniądze.

Dzisiaj szczęśliwie zwrócili mi pieniądze. Ale się cieszę :D Prawdę mówiąc po tym wszystkim, co przeszłam z Sylvkiem, nie miałam najmniejszej ochoty na dalszą współpracę. I wizja naprawionej lub nowej  maszyny wcale mi się nie podobała.

Długo zastanawiałam się, czy powinnam Wam o tym napisać. W końcu wiele z Was też ma tego Sylvka i na pewno jest z niego zadowolona:) A wiadomo, że nikt nie lubi słuchać złych informacji o swoich maszynach. Postanowiłam jednak, że tak będzie lepiej, będę z Wami fair. A z drugiej strony notka ta ma raczej pozytywny wydźwięk - w razie awarii możecie liczyć na naprawę, wymianę na nowa maszynę lub zwrot pieniędzy. I o to chodzi:)

Podsumowując:

  • maszyna faktycznie ma realną gwarancję, w razie awarii można reklamowac przez sklep. Idzie powoooooliiii, ale idzie.
  • wszystkie osoby, z którymi miałam styczność, były bardzo miłe i pomocne - duży plus za dobrą obsługę klienta;)
  • zdobyłam +10 do cierpliwości :P
  • najwyższy czas rozejrzeć się za innym overlockiem. Tym razem będę szukać pośród droższych marek - spodziewajcie się więc niebawem notki overlockowej:)))

Mam nadzieję, że miałam pecha i wszystkie pozostałe Sylvki są super i nie do zdarcia. Jeśli też kupiłyście tego overa, wierzę, że mój przypadek wyczerpał limit awarii dla tego modelu:)

niedziela, 15 stycznia 2012
Ekspresowy sweterek z bajerem

Dalej kontynuuję temat ciepłych sweterków :) Dziś mega ekspresowy model, wykrojenie i uszycie zajęło mi jeden wieczór;) Rozmiar 36ooo, konstrukcja własna. Dzianina swetrowa, z tych grubszych. Niesamowicie ciepła i przyjemna:)

Zalety:

  • mega szybki model;)
  • bardzo ciepły i przyjemny w noszeniu
  • lubię to wiązanie na dole - wyszło całkiem przez przypadek. Sam sweterek wydawał się być wybrakowany, dorobiłam więc wiązanie i próbowałam jak by wyglądało w różnych miejscach. Na biodrach okazało się być idealnie:)
  • dekolt w serek robi dobre proporcje
  • nie jest mega obcisły; ogólnie lubię przylegające ciuchy, ale czasami mam ochotę na coś luźniejszego. Ten sweter jest idealny na te dni:)

Wady:

  • chyba jednak mogłam przenieść odcięcie pod biustem niżej. Bałam się jak będą wyglądać grube zaszewki dopasowujące do szerokości pod biustem, jeśli odcięcie będzie wypadać dokładnie pod nim i całość będzie brzydko wyglądać. Niepotrzebnie. Aktualne, małe zaszewki wyglądają OK, spokojnie mogłyby być głębsze.

Konstrukcja:

  • odcięcie pod biustem
  • zaszewka gorsowa zamieniona na marszczenie (mało widoczne, ale jest;))
  • lekko wydłużone rękawy

Szycie:

  • mega szybkie i przyjemne, z wyjątkiem jednego detalu - wykończenie dekoltu w serek, przy takiej grubości dzianiny, to niezły hardcore. Zarówno dla mnie, jak i dla maszyny - nie łatwo włożyć tyle grubych warstw pod stopkę;) Następnym razem będę się trzymać okrągłego dekoltu;)

This is a second sweater from my private winter collection;) It's very fast to sew and pleasant to wear - I love it! It's larger in wiast than my usual clothes, but I wanted it to be this way - sometimes I prefer to hide inside my clothes and not show my belly :)

like also ribbon around my hips - it's a coincidence, I didn't plan to make it. Previously this sweater was completly plain, but it looked so sad... so I made a ribbon and tried it in different location - this one was the best:)

 
1 , 2









Moja rozmiarówka
Napisz do mnie


Zapraszam do sklepu z ubraniami probiuściastymi www.urkye.pl

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć lub tekstów oraz powielanie moich autorskich projektów.
Akceptuję linkowanie do zdjęć i notek pod warunkiem wskazania źródła, czyli tego bloga.